Ty decyduj, ja nie będę niczego wybierał

Was zaś pokornie proszę, byście mnie przyjęli

Mam nadzieję, że mamy jeszcze odrobine cierpliwości. Na pociechę powiem, że jest to ostatnie przewidziane na dzisiaj przemówienie, potem już będzie tylko błogosławieństwo. Chciałbym na koniec, myślę dla wszystkich pięknej, a dla mnie bardzo przejmującej uroczystości także powiedzieć kilka słów, zaczynając jednak od wątku bardzo osobistego, otóż u Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, a więc potocznie pallotynów jest tak, że gdy prowincjał kończy swoją posługę, może wskazać swojemu następcy miejsce, w którym chciałbym przebywać i pracę, którą chciałby wykonywać. I wiedząc, że w marcu kończy się moja 9-letnia posługa prowincjała, rzeczywiście zacząłem rozmyślać gdzie i co, dużo się w tej intencji modliłem, myśli przychodziły bardzo różne – od pracy parafialnej w Polsce po pracę na misjach, a wreszcie – było to 8 grudnia ubiegłego roku, w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, gdy po raz kolejny w Kościele rozważaliśmy Ewangelię o Zwiastowaniu i gdy po raz kolejny zabrzmiało owe „fiat” Maryi, powiedziałem Panu Bogu: carte blanche – Ty decyduj, ja nie będę niczego wybierał. Niedługo potem dowiedziałem się, jaka jest wola Ojca Świętego, dotycząca mojego życia. Panu Bogu powiedziałem „fiat” wcześniej, teraz pozostało to powiedzieć Kościołowi.

Ojciec Święty Franciszek ustanowił mnie biskupem Naissus, to jest starożytne miasto w środkowej Dacji, dzisiejsze ponad 200-tysięczny Nisz, leżący w Serbii. Choć w starożytności biskupów w tej diecezji było wielu, w tym bardzo sławnych, choć w Naissus urodził się cesarz Konstantyn, nazwany później Wielkim, to dzisiaj nie ma potrzeby, by rezydował tam biskup. Nie miałby nic do roboty. Dlatego ojciec Święty przesyła mnie tu, do Ełku, do pomocy, bo tutaj miejscowy biskup ma pracy zbyt wiele jak na jednego. Przysyła, bym mu pomógł. I chcę to robić najlepiej jak umiem. Was zaś pokornie proszę, byście mnie przyjęli. Bardzo proszę od ełckich księży, którym z całego serca dziękuję za ofiarowane mi dary, w tym za pastorał, to bardzo wymowny prezent, przypomina kij pasterski. Chciałbym, abyśmy wszyscy w naszej posłudze opierali się na Jezusie Dobrym Pasterzu, o którym słyszeliśmy w dzisiejszym psalmie, abyśmy zawierzyli, że zawsze prowadzi nas po właściwych ścieżkach, nawet wtedy, gdy przechodzą one przez ciemne doliny. Ciemności też mogą być właściwą ścieżką. Proszę, aby przyjęły mnie osoby konsekrowane. Myślę, że z racji na moją przeszłość, będziemy się rozumieć bez słów. Przede wszystkim jednak proszę, by przyjęli mnie ludzie świeccy, chciałbym Wam służyć. Największą godność w życiu otrzymałem nie 11 stycznia 2020 roku, ale 2 marca 1968, w kościele Dobrego Pasterza w Bytomiu – wtedy zostałem ochrzczony i otrzymałem godność dziecka Bożego. Nic nie może się z nią równać. Tę samą godność ma każdy z Was, ona niech będzie podstawą naszej współpracy i naszej wspólnej drogi ku zbawieniu. Tak bardzo pragnął tego św. Wincenty Pallotti. Chciałbym także służyć tym, którzy nie podzielają naszej wiary, są niewierzący, inaczej wierzący albo eks-wierzący, bo kiedyś byli w Kościele, ale już sobie poszli, z różnych powodów. Jako hasło biskupiej posługi wybrałem słowa „Pax Christi” – Pokój Chrystusa. Zna je każdy pallotyn, bo są częścią codziennego pozdrowienia, którym posługują się członkowie stowarzyszenia. A święty Paweł mówi, że „Chrystus przyszedł dać pokój tym, którzy są daleko i tym, którzy są blisko” ale najpierw mówi o tych, którzy są daleko – bardzo to dla mnie znaczące. Papież Franciszek wciąż nam przypomina, że każdy uczeń Chrystusa to misjonarz, tym bardziej każdy biskup. A misjonarz to ten, który idzie pierwszy, nie czeka, aż do niego przyjdą i go zaproszą. Tak właśnie chciałbym czynić. Bardzo Was proszę, gdy tylko zauważycie, że nic z tego nie ma w mojej posłudze, że to tylko inauguracyjne słowo, że mi się to wszystko szybko rozmyło i straciło ostrość, to mi to powiedzcie, zwróćcie uwagę, wykażcie błąd, napomnijcie. Nie traktujcie mnie jak porcelanowej lalki, z którą trzeba się bardzo delikatnie obchodzić. Jestem Waszym bratem i chciałbym, aby nasza relacja nie była patologiczna, a to wymaga uczciwości. Jak zapewne zauważyliście, włos mi z głowy nie spadnie. W 1989 roku po raz pierwszy wypowiedziałem słowa pallotyńskiej konsekracji, które brzmią dramatycznie, do dziś wspominam ciarki, jakie przechodziły mi wtedy po plecach, tamto bicie serca i suchość w gardle, gdy jako młody chłopak mówiłem: „Oddaję, poświęcam i składam w ofierze samego siebie Bogu Wszechmogącemu”. Wtedy postanowiłem, by ta posługa miała miejsce w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego. Dziś te słowa powtarzam – oddaję, poświęcam i składam Bogu w ofierze samego siebie i postanawiam służyć jako biskup pomocniczy diecezji ełckiej. Bardzo Was proszę o modlitwę, by tak właśnie było. Dziękuję za tę modlitwę, którą już zanosiliście za mnie, a słyszałem, że chyba jestem najbardziej omodlonym biskupem, bo modlono się o mnie i za mnie już ponad dwa lata. Proszę o tę modlitwę nadal. Parędziesiąt minut temu widzieliśmy, jak wręczono mi biskupie insygnia: pierścień, mitrę i pastorał, ale pierwszym, co biskup otrzymuje to krzyż. Dostaje go jakby po cichu, intymnie, bez świadków i ma go stale nosić na piersi. Wiem, że to nie jest tylko symbol, dlatego proszę o modlitwę.